Na temat kurierki rowerowej wiemy prawie wszystko,
więc jeśli szukasz informacji to tu ją znajdziesz,
a jak nie to napisz do nas!
Udała nam się namówić jedną z bardziej znanych osób w środowisku na krótki wywiad, Piko bo o nim mowa, mówi, że pasja do jazdy na rowerze przyszła sama "pojawiła się i tyle", jeździ rowerem od 22 lat, obecnie torowym. Skończył prace jako Kurier Rowerowy w kwietniu tego roku, pracował pięć dni w tygodniu po 8 czasem 10 godzin dziennie, w tym czasie przemierzał około 80 km, jednak rekord to 150km.
Dlaczego podjąłeś pracę jako Kurier?
Szukałem czegoś w czym czułbym się dobrze. Wcześniej pracowałem w salonie prasowym, czułem się strasznie ograniczony. Na zawód ten wpadłem zupełnie przypadkiem, błądząc w internecie. Pomyślałem, że może to być ciekawy sposób na zarobek.
Czy traktowałeś pracę jako zabawę czy ciężki kawałek chleba i dlaczego, co na to wpływało?
Zarabiałem na siebie. Na studia, mieszkanie, jedzenie i piwo. Początkowo była to praca, którą w domu odkładałem na bok. Z czasem zanikała granica życie prywatne-życie zawodowe. Od momentu kiedy otworzyłem własną firmę, granica ta znikła zupełnie. Praca stała się sposobem na życie. To całkiem normalne w przypadku kurierów rowerowych. Na dodatek, mimo że już nie pracuję, to ten "sposób na życie" pozostał we mnie nadal.
Co Cię zdziwiło w działaniu firmy?
Nic mnie nie dziwiło, ponieważ na wszystko miałem wpływ i organizowałem owe działanie. Każdy element był mi znajomy w 100%. Znałem jego cele, założenia, racje i powody. Może czasem dziwiło (a raczej zadziwiało) mnie, że to naprawdę się udaje.
Co Cię zdziwiło w pracy z klientami?
Czasami dziwił mnie brak chęci polepszenia funkcjonalności własnego przedsiębiorstwa. Wiele razy, oferta którą przedstawialiśmy potencjalnym klientom była bardzo korzystna. A oni jednak upierali się przy swoich staro-przyzwyczajeniowych metodach.
Jak oceniasz/odbierasz ludzi, którzy pracują jako kurierzy rowerowi?
Silni psychicznie, zmotywowani, pasjonaci, marzyciele, niezależni, charakterystyczni, roześmiani, niesamowici.
Jak Twoim zdaniem jako kuriera postrzegają Cię klienci?
Niektórzy jako chłopaka, który dorabia sobie jeżdżąc na rowerze, inni jako pracownika bardzo pomysłowej firmy, ciężko zarabiającego pieniądze, inni jako desperata muszącego wykonywać ten paskudny i poniżający zawód, inni jako bohatera i wybawiciela, który ratuje im skórę, inni jako bardzo pomysłowego przedsiębiorcę, który kiedyś coś z tej ciężkiej pracy będzie miał, inni jako szaleńca, jeszcze inni z zazdrością spoglądali za okno gdy odbierałem od nich przesyłkę.
Jak Twoim zdaniem jako kuriera postrzegają Cię koledzy i koleżanki z firmy kurierskiej?
Mam nadzieję, że dobrze :)
Jak Twoim zdaniem jako kuriera postrzegają Cię kierowcy na ulicach?
Różnie, niektórzy uważali mnie za zagrożenie, inni za niezrównoważonego psychicznie, inni za samobójcę, inni za intruza, inni nie zwracali w ogóle uwagi, inni za odważnego rowerzystę, jeszcze inni za super-ulicznego-bohatera.
Jak Twoim zdaniem jako kuriera postrzegają Cię Twoi znajomi/rodzina?
Jest tu trochę zazdrości, zachwytu i niepokoju. Ogólnie nie miałem wśród znajomych problemu z tego powodu, że byłem kurierem, ale moje żona, też była kurierką swego czasu, powtarzała mi non stop, że czuje się jak bym był górnikiem.
Czy presja czasu wymuszała ryzykowną i łamiącą przepisy jazdę?
Nie. To się raczej wymusza samo z czasem. Będąc na drodze non-stop, zauważasz swoją szansę. Zauważasz coś, co ja nazywam niewidzialną przestrzenią. Zaczynasz używać tej przestrzeni do poruszania się. Zawsze starałem się jeździć tak, aby przepisy nie ograniczały mojej efektywności i aby jednocześnie moje poruszanie się, nie stwarzało bezpośredniego zagrożenia na drodze. Jak to się mówi, starałem się być niewidzialny :) I jeździłem tak zawsze, bez względu na presję czasu.
Jak wygląda zużywanie się sprzętu?
W moim przypadku wyglądało to tak: łańcuch raz na miesiąc to już przeciągnięty łańcuch. Łożyska maszynowe w piastach raz do dwóch razy na rok minimum, opony raz na 2-3 miesiące, dętki to różnie ale średnio jedna miesięcznie na pewno. Support raz na rok, korba to samo.
Jaki koszty poniosłaś na naprawy sprzętu w okresie pracy jako kurier?
Trochę tego było. Tak naprawdę złożyłem trzy nowe rowery w tym czasie. Na pewno klika tysięcy zł.(red.-Piko pracował prawie 4 lata we Wrocławiu)
Czy miałaś jakieś kontuzję?
Zazwyczaj wszystko przyjmował na siebie mój niezawodny baranek juniorski. Mi udało się tylko kilka razy rozwalić kolano, stłuc żebra i raz złamać rękę.
Jakie mięśnie najczęściej bolą?
No cóż. Łydki. Czasem głowa.
Czy bywało, że byłeś tak zmęczony, że padałeś?
Oczywiście. Zdarzało się, że wracałem do domu z prędkością 5km/h. Dobrze, że mój rower sam pedałuje.
Jak oceniasz z perspektywy czasu tą pracę?
Ogólnie bardzo dobrze. Przyznaję, że jest to bardzo ciężka praca, często wynagrodzenie jest nie adekwatne do włożonego wysiłku. Lecz jeśli to przełkniesz, dostajesz w zamian poczucie, że możesz być sobą.
Czy przydarzyła Ci się jakaś dziwna/śmieszna/niespodziewana sytuacja?
Miałem kiedyś kurs podmiejski. Właściwie to było kilka kursów. Wyjechałem z miasta, do najbardziej oddalonego odbiorcy. Na miejscu przy portierce spotkałem kuriera "fede(ks)u", który tak był zafascynowany tym co robimy na rowerach po mieście, że wziął mój rower na pakę i rozwiózł ze mną resztę moich przesyłek podmiejskich, po czym odstawił mnie na wlocie do miasta i pojechał w swoją stronę. Dobrze się stało, bo reszta dnia była bardzo ciężka.
Czy praca kuriera spełniła Twoje oczekiwania?
Oczywiście. Nawet bardzo je przewyższyła.
Najmilsze wspomnienie z pracy kuriera?
Wspomnienie przyjaciół i ludzi których dzięki tej pracy poznałem.
Najgorsze wspomnienie z pracy kuriera?
Miałem jeden taki dzień, zimno, mokro, ja nieubrany odpowiednio. Gdy wróciłem do domu po ośmiu godzinach pracy, nie byłem w stanie rozpiąć sobie paska w spodniach.
Rada dla osób chcęcych podjąć się takiej pracy?
Do wszystkich kurierów rowerowych: ride hard, ride save!!!
Piko wielkie dzięki, że poświęciłeś czas i podzieliłeś się z nami swoim doświadczeniem.
