Na temat kurierki rowerowej wiemy prawie wszystko,
więc jeśli szukasz informacji to tu ją znajdziesz,
a jak nie to napisz do nas!
"Pracowałam pół roku jako kurier w quriers. Wiosną i latem ciężko się dostać, bo jest wielu chętnych. Ale jak przyszłam w listopadzie, to już nie było tak wielu chętnych do jazdy zimą, więc w końcu udało mi się zostać kurierem. Jakie są plusy każdy wie - jeździsz na rowerze (czyli robisz to, co lubisz) i jeszcze dostajesz za to kasę. Żyć - nie umierać! Należy jednak wziąć pod uwagę kilka faktów.
Po pierwsze: ile kursów zrobisz, tyle pieniędzy dostaniesz, a czasami po prostu są przestoje - siedzisz w bazie i gapisz się w sufit - co też ma swoje plusy, bo można wtedy wysuszyc buty, napić sie herbaty etc. Jednak nijak nie przekłada się to na zarobione pieniądze.
Po drugie: jeśli chce się więcej zarobić, wiadomo - trzeba więcej kręcić (dystanse koło setki dziennie). Zatem po miesiącu pada napęd (a jakie są koszty wymiany napędu każdy wie). Ilości wymienianych klocków hamulcowych, opon, dętek etc. nie będę wymieniać, bo za dużo tego by było Dobrze by bylo zatem zrobić bilans zysków i strat i zobaczyć, czy w ogóle coś się zarobi ;D Był przypadek kuriera, który więcej wydawał na naprawy, niż zarabiał
Po trzecie: jeśli ktoś chce jeździć w kurierce w tygodniu, a w weekendy startować w maratonach, to raczej może zapomnieć o dobrych wynikach na zawodach, bo po całym tygodniu kurierki po prostu nie ma się siły na jeżdżenie (tym bardziej jeśli w piątek trafią się ze dwa ekspresy )
co do sprzętu - najlepiej sprawdzi się szosa albo ostre... ostre nawet lepiej, bo nikt go raczej nie ukradnie, jest lekkie no i nie ma co się psuć. i koniecznie błotniki - nie ma nic bardziej demotywującego od jeżdżenia przez 9 godzin z mokrym tyłkiem"
